archiwum

2008

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2007

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2006

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2005

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2004

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2003

grudzień

listopad


linki


kontakt


ownlog.com


layout

Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.


5 listopada 2006 // 22:02

Wsiadam w autobus, pociąg, tramwaj i juz jestem
u siebie, choć
to nie moja łazienka, nie moje łóżko i pożyczona pościel

zapadam sie w nową odchłań
świadomie i celowo

spotykam kogoś, kogo widzę pierwszy raz w życiu, ale znam jakby od dzieciństwa, gadamy do 3 w nocy
ta osoba zna tego kogoś, kogo ja poznałam w pociągu kilka miesiecy temu
świat jest mały
trójkąty są niezdrowe!

tęsknie za Kubą, jakbym go miała od zawsze/na zawsze/prawdziwie

(7)



12 listopada 2006 // 21:39

Spotykają się w akademiku, jedzą makaron każdy na innym talerzu. O 16:20 zbierają się na tramwaj, jadą do teatru gdzie ktoś 'trzyma' dla nich bilety. Dzwonki w tym purpurowym teatrze odmierzają czas - czas wracać. Tramwajem. Ściągają buty, rozgrzewają zmarznięte, zmoczone nogi. Z kanapkami w ręku oglądają niezrozumiały film, a potem tańczą zmęczeni. Długi prysznic. Kładą się na małym tapczanie. O 7 dzwoni telefon.
Będzie poranne przywracanie kości do anatomicznie przypisanego im kształtu. Będzie salami i żółty ser na śniadanie. Będzie jeszcze jeden tramwaj, pociąg i autobus.
Ja jadę do Gliwic, po raz kolejny zmierzyć się z tym z czym coraz mniej siły mam się zmierzać. Jestem zmarznięta, głodna, sama.
Zostaje u znajomych na obiedzie, bardziej chyba z głodu bycia blisko ludzi.
Poznajemy się na nowo, inaczej, prawdziwiej.
Jest znowu autobus... i kolejny.
W domu pełno ludzi, śmieją się w mojej 'świętej' kuchni.
Jestem zmęczona.
Zasypiam.

Budzi mnie czyjeś zakradanie się do pokoju. Jest 10.
Idę na wybory, nie idę do kościoła. Piekę ciasto, oglądamy 'plac zbawiciela' - czuje jakbym rozerwała pooperacyjne szycie. Setki myśli i mycie twarzy zimną wodą. Inercja.
Oglądamy jeszcze na dobitke 'dom na końcu świata'.

Potrzebuję spaceru. Nie mam z kim iść.

(3)



15 listopada 2006 // 17:13

Przechodziłam przez ulicę, a wiatr delikatnie mnie musnął jak gdyby na znak, że w powietrzu jest coś niesamowitego.
W mijanym autobusie zobaczyłam swoją dawną 'miłość'.
W windzie, gdzie zawsze sztywna cisza, ktoś nagle zaczął ze mną rozmawiać, a kiedy wysiadł spojrzałam do lustra i uśmiechnęłam się do tego nowego dnia.
Do dnia, który jeszcze wczorajszej nocy z założenia wydawał mi się taki beznadziejny.

Cudowny dzień.
Sznury dzikich gęsi nad moim domem.
Cała rodzina, razem w oknie.

I nowy, wymarzony płaszczyk w szafie.

(1)



16 listopada 2006 // 22:07

Zmieniałam właśnie Kubuśkowi pieluche, kiedy Oskar ni z tego ni z owego zapytał:
- Ciocia, a jakie jest Twoje największe marzenie?
- Hm, największe to nie wiem, ale chciałabym zwiedzic Skandynawie.
- To dlaczego nie zwiedzasz?
- Bo nie mam teraz tyle pieniędzy.

(Kuba już przebrany bryka gdzieś)
- Ciocia, wiesz co... powinnaś pracować w sklepie.
- Dlaczego?
- Nooo, wtedy miałabyś dużo pieniędzy !!(jak mogę nie wiedzieć o co mu chodzi!)
- A to miałby być mój sklep, czy ja miałabym tylko w nim pracować?
- Twój, najlepiej.
- A z czym miałby byc ten sklep?
- No jak to z czym!! Z zabawkami.
- Zastanowie się nad tym...
(po chwili)
- Ciocia, a ja bym tam przychodził i ty byś mi dawała zabawki za darmo, prawda?
- Noo Oskar, wtedy to bym na te wakacje nie zarobiła! Ktoś musiałby w tym sklepie kupować.
- No jak to kto? Tato!

patrz jak On to sobie wykombinował niby o marzeniach moich a skończyło się na tym, ze on by z tego interesu miał same korzysci :)

(8)



23 listopada 2006 // 23:08

(pomyśl o mnie ciepło, jutro o 14:00)

z wszystkim innym powinnam sobie poradzić całkiem dobrze


(3)



29 listopada 2006 // 14:03

milczenie
migrena
mgła


(ugotowałam nikomu nie potrzebną zupę)



czekam na wiatr co rozgoni

-------
14:30
stanowczo poprawia humor

(3)



30 listopada 2006 // 13:45

Nie mogę zasnąć, a budząc sie rano strasznie mnie mdli.
Skupiam sie na tym co powinnam tylko na chwilę, a kiedy tylko pomyśle o jutrzejszym dniu ręce delikatnie się trzesą ze zdenerwowania.

Gdzie się podziała moja umiejetności opanowania emocji?


Pływam w zawiesinie poczucia klęski.
Mój Boże...

(3)