|

5 listopada 2006 // 22:02
Wsiadam w autobus, pociąg, tramwaj i juz jestem
u siebie, choć
to nie moja łazienka, nie moje łóżko i pożyczona pościel
zapadam sie w nową odchłań
świadomie i celowo
spotykam kogoś, kogo widzę pierwszy raz w życiu, ale znam jakby od dzieciństwa, gadamy do 3 w nocy
ta osoba zna tego kogoś, kogo ja poznałam w pociągu kilka miesiecy temu
świat jest mały
trójkąty są niezdrowe!
tęsknie za Kubą, jakbym go miała od zawsze/na zawsze/prawdziwie
(7)

12 listopada 2006 // 21:39
Spotykają się w akademiku, jedzą makaron każdy na innym talerzu. O 16:20 zbierają się na tramwaj, jadą do teatru gdzie ktoś 'trzyma' dla nich bilety. Dzwonki w tym purpurowym teatrze odmierzają czas - czas wracać. Tramwajem. Ściągają buty, rozgrzewają zmarznięte, zmoczone nogi. Z kanapkami w ręku oglądają niezrozumiały film, a potem tańczą zmęczeni. Długi prysznic. Kładą się na małym tapczanie. O 7 dzwoni telefon.
Będzie poranne przywracanie kości do anatomicznie przypisanego im kształtu. Będzie salami i żółty ser na śniadanie. Będzie jeszcze jeden tramwaj, pociąg i autobus.
Ja jadę do Gliwic, po raz kolejny zmierzyć się z tym z czym coraz mniej siły mam się zmierzać. Jestem zmarznięta, głodna, sama.
Zostaje u znajomych na obiedzie, bardziej chyba z głodu bycia blisko ludzi.
Poznajemy się na nowo, inaczej, prawdziwiej.
Jest znowu autobus... i kolejny.
W domu pełno ludzi, śmieją się w mojej 'świętej' kuchni.
Jestem zmęczona.
Zasypiam.
Budzi mnie czyjeś zakradanie się do pokoju. Jest 10.
Idę na wybory, nie idę do kościoła. Piekę ciasto, oglądamy 'plac zbawiciela' - czuje jakbym rozerwała pooperacyjne szycie. Setki myśli i mycie twarzy zimną wodą. Inercja.
Oglądamy jeszcze na dobitke 'dom na końcu świata'.
Potrzebuję spaceru. Nie mam z kim iść.
(3)

15 listopada 2006 // 17:13
Przechodziłam przez ulicę, a wiatr delikatnie mnie musnął jak gdyby na znak, że w powietrzu jest coś niesamowitego.
W mijanym autobusie zobaczyłam swoją dawną 'miłość'.
W windzie, gdzie zawsze sztywna cisza, ktoś nagle zaczął ze mną rozmawiać, a kiedy wysiadł spojrzałam do lustra i uśmiechnęłam się do tego nowego dnia.
Do dnia, który jeszcze wczorajszej nocy z założenia wydawał mi się taki beznadziejny.
Cudowny dzień.
Sznury dzikich gęsi nad moim domem.
Cała rodzina, razem w oknie.
I nowy, wymarzony płaszczyk w szafie.
(1)

16 listopada 2006 // 22:07
Zmieniałam właśnie Kubuśkowi pieluche, kiedy Oskar ni z tego ni z owego zapytał:
- Ciocia, a jakie jest Twoje największe marzenie?
- Hm, największe to nie wiem, ale chciałabym zwiedzic Skandynawie.
- To dlaczego nie zwiedzasz?
- Bo nie mam teraz tyle pieniędzy.
(Kuba już przebrany bryka gdzieś)
- Ciocia, wiesz co... powinnaś pracować w sklepie.
- Dlaczego?
- Nooo, wtedy miałabyś dużo pieniędzy !!(jak mogę nie wiedzieć o co mu chodzi!)
- A to miałby być mój sklep, czy ja miałabym tylko w nim pracować?
- Twój, najlepiej.
- A z czym miałby byc ten sklep?
- No jak to z czym!! Z zabawkami.
- Zastanowie się nad tym...
(po chwili)
- Ciocia, a ja bym tam przychodził i ty byś mi dawała zabawki za darmo, prawda?
- Noo Oskar, wtedy to bym na te wakacje nie zarobiła! Ktoś musiałby w tym sklepie kupować.
- No jak to kto? Tato!
patrz jak On to sobie wykombinował niby o marzeniach moich a skończyło się na tym, ze on by z tego interesu miał same korzysci :)
(8)

23 listopada 2006 // 23:08
(pomyśl o mnie ciepło, jutro o 14:00)
z wszystkim innym powinnam sobie poradzić całkiem dobrze
(3)

29 listopada 2006 // 14:03
milczenie
migrena
mgła
(ugotowałam nikomu nie potrzebną zupę)
czekam na wiatr co rozgoni
-------
14:30
stanowczo poprawia humor
(3)

30 listopada 2006 // 13:45
Nie mogę zasnąć, a budząc sie rano strasznie mnie mdli.
Skupiam sie na tym co powinnam tylko na chwilę, a kiedy tylko pomyśle o jutrzejszym dniu ręce delikatnie się trzesą ze zdenerwowania.
Gdzie się podziała moja umiejetności opanowania emocji?
Pływam w zawiesinie poczucia klęski.
Mój Boże...
(3)
     
|