|

archiwum
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
kontakt
ownlog.com
layout
Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.
|

1 marca 2005 // 23:26
Wsadze sobie stope do ust.
I czasem szczypnę Cie w udo siedzac koło Ciebie.
Rozpoznasz mnie po kolorowym szaliku, w tłumie wąskookich, długotwarzowych wybrańców losu.
I za te wszystkie literki, których nie rozumiesz, a które czytałeś. Za nie wszystkie podam Ci fasolke po bretońsku.
Puszcze te płyte krzycząc razem z mała 'wracaj moje piórko!!'
I udam, że nie widzę jak mi grzebiesz w albumach ze zdjęciami.
Bedzie fajnie, będzie cool, będzie nawet git.
Porozmawiamy w moje urodziny...
Utonę.
[bo niby kto ma wiedzieć jak ratować topielca, co woli głębiny od płycizny]
(4)

4 marca 2005 // 22:16
'A ja stoję na krawędzi jakiegoś straszliwego urwiska. Mam swoje zadanie: muszę schwytać każdego, kto sie znajdzie w niebezpieczeństwie, tuż nad przepaścią. Bo dzieci rozhasały się, pędzą i nie patrzą, co tam jest przed nimi, więc ja muszę w porę doskoczyc i pochwycić kazdego, kto by mógł spaść z urwiska.'*
Aleś sobie ubzdurała głupie zadanie. Głupie i niebezpieczne. Wątpie też czy rzeczywiście potrzebne. Zwłaszcza, że stojąc plecami do urwiska boję się jeszcze bardziej...
Syndrom starszej siostry precz!!
Nie chcę zeby moje dzieci znały tylko nędze 'biedronki' i słowo kurwa pisane przez ó.
Dlaczego ja się wstydze za innych?
* Buszujacy w zbożu - J.D. Salinger
(3)

7 marca 2005 // 18:37
Kim ostatecznie jestem? Dzieckiem tylko, które lubi dźwięk swego imienia i powtarza je ciągle.
Odłączam się, żeby słyszeć - nigdy mnie to nie nudzi.
Twoje imię dla ciebie tak samo.
Czy pomyślałeś, że wszystkim są dwie albo trzy intonacje w dźwięku twego imienia?
[Walt Whitman, przekład: Czesław Miłosz]
Pare tygodni temu tęskniłam za posiadaniem obsesji.
Kłamałam. Nieświadomie kłamałam.
Obsesją na punkcie bycia kimś zaraziłam się już dawno.
Zaraziłam się przy tamtym koszu na śmieci.
Nie przeszło mi.
Na przykład Whitman... on mnie tylko ponownie uświadomił w pięknie pierwszego stopnia do nieba.
(1)

8 marca 2005 // 23:38
Kiedy się wreszcie kładłam o 2 w nocy spać pomyślałam, ze sie zaczyna ten cholerny dzień. Że się zaczną nieszczera życzenia, głupie smsy, zdechłe kwiatki i usługiwanie mi od samego rana.
Nuda i żenada.
Dziękuję, że pozwoliliście * temu dniu być świętem.
Bez przyjęć, tortu i głośnego sto lat.
Kiedy się będę wreszcie kładła w nocy spać pomyśle, ze to był sympatyczny dzień.
----
* Celinko, Kasiu, Asiu, Aśku, Przemku, Mamo, Wojtku, Kamilu, Gabrysiu, Iwonko, Yeloneczko, Aniu, Tatuśku, Marto, Bożenko, Tomku, Jacku, Varsho, Karo i Alowi.
I temu Komuś, kto dzwonił jak mnie nie było.
I panu ze sklepu - wyjatkowo miły pan był.
(1)

9 marca 2005 // 22:22
Zmieniłam Verdiego na Ette James. Z mokrymi jeszcze włosami usiadłam na wersalce żeby dokończyć czytać 'Stowarzyszenie umarłych poetów’.
Czytałam i tylko łzy płynęły po świeżo nakremowanym policzku. Płynęły nietamowane...
Gdzieś się głęboko odezwało to wołanie. To ciągłe staranie żeby silniej, mocniej, więcej...dotkliwiej. Odzywało się to pragnienie i nagle zostało zaspokojone. Ucichło przygłuszone wzruszeniem. To wzruszenie, ono jest zawsze obecne, kiedy się płacze z książką w ręku.
Myślałam nad sensem bycia obok – nad sensem dotykania morskiej wody jedynie palcem u nogi, kiedy można wejść po pas. Myślenie przerwał sygnał urywający melodie całkiem przyjemną. Odruchowo podniosłam telefon, nie znałam tego numeru.
Znowu – pomyślałam odkładając telefon na nocny stolik, który w tym momencie wydał mi się asensownie zagracony artykułami, których pewnie nie przeczytam, notesem zbyt dużym (co w nim zapisać? niewiele mam twórczych – wartych zapisania myśli) i paroma jeszcze drobiazgami.
Wróciłam do czytania nieuświadomiwszy sobie uprzednio, ze przecież właśnie niedawno spojrzałam na ostatnią kropkę w tej książce.
Nerwowo poszukałam czegoś nowego, czegoś co mogłabym jeszcze poczytać, jak gdybym naiwnie wierzyła, ze kolejna lektura okaże się równie dobra jak poprzednia. Mam. Margaret Mazzantini ‘Zatrzymaj się’. Nie wiedziałam o czym to, przekonało mnie tylko wydawnictwo i zapach kartek. (Sztucznie uperfumowane kartki , bo to kobieta przysłała mężczyźnie chcąc mu przy okazji przesłać kawałek siebie – swój zapach. Nawet nie wiem czy to miało większy sens, skoro mężczyzna tej książki nie czyta – czytam więc ja.)
Zabrałam się za pierwsze strony. Przerwałam, bo skończyła się płyta – puściłam raz jeszcze.
Utożsamiając się ze słowami "W kącie stoi pojemnik z napisem ‘odpadki septyczne’. Tam jest moje miejsce. Muszę tam wyrzucić tę moją część, która we mnie jest człowiekiem" poczułam, że znowu szklą mi się oczy.
Odłożyłam książkę po pierwszym rozdziale. Wystarczy. Są momenty, w których nie powinno się dalej przepełniać bólem (chociaż myślałam nad tym słowem - czy to faktycznie był ból...)
Dotknęłam włosów – już zupełnie wyschły, układając się w lekkie, miękkie fale. Wpadłam na pomysł zapuszczenia włosów tak długich, ze mogłyby służyć mi za najprzyjemniejszą poduszkę.
Z brnięcia w bezsens tego myślenia (zbyt jestem zmienna, żeby kiedykolwiek mieć tak długie włosy) wybił mnie kolejny dzwonek telefonu (tym razem domowy). Słyszę jak mama wchodzi po schodach na górę. Otwiera drzwi do pokoju ‘ Małgosiu dzwoni...’ kończąc zdanie jedynie uśmiechem.
‘Ja w sprawie Pani wczorajszych urodzin’. Już zapomniałam jak bardzo uśnieżajacy bywa Jego głos.
Kiedy odkładam słuchawkę Etta śpiewa Don`t cry, don`t cry , baby’.
Wyciągnęłam z pudła kopercisko z listami od Niego i głośno przeczytałam słowa, których tu nie napiszę, a które pamiętam jak pacierz.
Można beczeć nawet a może właśnie wtedy, gdy w tle leci Don`t cry, don`t cry , baby. Ja beczałam.
Wiem dlaczego to ma taki kształt jaki ma - nie żałuję, z cholernie wielkiej ilości różnie zabarwionych powodów.
Pomyślałam, ze powinieneś być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Mam wielką nadzieję, ze tak właśnie będzie. Nie znam człowieka, który (według moich osobistych kryteriów) bardziej by na to zasługiwał.
Tak niewiele wydarzyło się od tamtego czasu, chociaż w tylu miejscach byłam, tylu ludzi spotkałam, tyle słów, gestów, tyle uczuć i emocji.
Tak niewiele a ziemia zdążyła już obrócić kilka razy wokół słońca.
p.s. No to już wiem, kto był tym Kimś dzwoniacym wczoraj.
(6)

11 marca 2005 // 11:55
Bo musiałam wczoraj wyjść w nocy. Iść gdzieś.
Z niepotrzebności stania w miejscu.
Wczoraj dowiedziałam się to tym guzie.
To nie jest mój guz.
To nawet nie jest guz osoby mi bliskiej.
I wszedzie słysze, ze guzy są wszędzie.
I ciagle ktos próbuje mi udowodnić, ze taki jest porządek tego świata.
Że nikt nie jest wybrańcem, ze my wszycy...
To nie o to chodzi. O ile w ogóle o coś chodzi, bo czas mi się zatrzymał w miejscu...albo zwyczajnie stał się przeźroczysty, że nie zauważam jego ruchu.
I wystąpiła empatia. I nie przywłaszczam sobie czyjejś tragedii.
Tylko
korozja.
Korozja ... taka obrzydliwa rdza na miedzianym obrazie świata.
Od czasu kiedy wiem czuje się jak mały robak, który zjadając padline przyczynia sie do porządku świata.
I nie piszcie nic... chyba, ze macie Coś do przekazania istotnego.
(2)

12 marca 2005 // 22:58
Kiedy się zatapiam w tamten świat.
[ Nie. Błąd. Wróć!]
Kiedy się zatapiam w ten świat.
Kładąc sobie trochę sztucznej piany na brzuch [ale tak, żeby nie umoczyć czytanej książki].
Kiedy mnie bolą oczy od czytania i przypominam sobie nieszczęsne ' w pustyni i w puszczy', przez które przebrnąć nie mogłam, wiec wymyśliłam pretekst i się skończyło kupieniem okularów, których już dziś dawno nie mam.
Kiedy tak sobie leżę w wannie, starając się nie zmoczyć dziś ufarbowanych włosów i wspomnianej już wcześniej książki... wtedy idę. Idę z tym facetem przez tą ubogą dzielnice. Stukają jego buty na metalowych konstrukcjach, moje stukają zaraz za jego, tylko, ze on mnie nie słyszy - nie obchodzi go moje życie a mnie jego jak najbardziej.
Czuję zapach płaconych lirów, wyczuwam smak nagrzanych słońcem pomidorów, dotykam gołym udem szorstkiej narzuty w zatęchłym pokoju. I może nawet mogłabym poczuć wilgotność, ordynarność, pot i zagrzybienie - zapachy z przestrzeni jaką razem odwiedzamy.
I raz tylko mnie wezbrało na wymioty.
Raz tylko, choć zdajemy sobie oboje sprawę, że wszystko to jest obrzydliwe, podłe, śmierdzące i zezwierzęciałe.
Nie zwymiotowałam, pewnie z tych samych powodów, dla których nie robię tego czytając swoją książkę. Nie robię, choć pewien czytelnik mógłby się nie powstrzymać.
Czytam jego życie, bo wtedy łatwiej mi przejść z moją własną codziennością na ty.
Z większą swobodą opowiem o niej komuś, kto zapyta o sprawy prywatne.
[ciągle ten dylemat czy bardziej prywatna jest płeć czy myśl]
On i ja.
Gardzę nim.
Nie różnimy się niczym istotnym.
Zamykam książkę skończywszy kolejny rozdział.
Wyszłam z wanny.
I wiedziałam, że muszę się nabalsamować - ze chcę ładnie pachnieć.
(4)

15 marca 2005 // 21:27
Przebacz a zaznasz pokoju.
[Jan Paweł II]
Dziś się boję.
Ale dziś też stało się coś dobrego.
Dziś spotkałam człowieka, który mnie uspokoił.
Który pokazał bezramkowość.
Który z miłością mówił o miłości.
Za co Mu bardzo dziekuję - za udowodnienie, ze można się bać
I ze z tym strachem się wygrywa.
Że ktoś pomaga pokonywać problemy.
Że się można rozpłakać.
Bo można.
p.s. Trzymaj się M.
Trzymaj.
(4)

16 marca 2005 // 23:39
'Dobrze Ci idzie, nie przestawaj!'
Dziwnie jest w domu kiedy wracam,
Ci sami ludzie, ten sam zapach,
tylko jedzenie wciąż świeże, świeższe.
On wiedział, że przyjdę.
To tylko podkreśla jego niesamowitość.
Podkreśla ją też fakt, ze Ogrodnik jest w Chwałowicach - a ja głupia, dopiero dziś to odkryłam.
I myśle sobie, że plotkarstwo przegrało. Tak, to jest dowód na to, że plotkarstwo przegrywa z obojetnością.
Dziś obojetnośc zamieniłam na niesamowitość.
I mówie Wam - to była jedna z najlepszych wymian w moim życiu!
'Dobrze Ci idzie, nie przestawaj!'
Nauczę się w taki sam sposób wypowiadać nnno!
Żeby nikt nie miał wątpliwości.
Nnno!
(3)

20 marca 2005 // 20:50
Chciałabym Cię owinąć jakimś magicznym kocem dajacym to bezpieczeństwo, które utraciłeś.
Chciałabym cofnąć czas.
Raz jeden w zyciu o niczym innym nie marze.
I tak strasznie się boję, ze nie mam już sił.
Sił na sen, sił by jeść, sił by opowiadać o tym co się stało.
Wiotczeją mi nogi, kiedy widzę ciągle jeszcze tą zmywaną na kolanach krew.
I kilka razy dziennie czuję zapach gipsu i sterylności dawno już wymieszany z zapachem osobistych tragedii.
Z zapachem spuszczonego wzroku siedzących w poczekalni.
Ze szlochem tych, którzy się boja,
z bólem serca
i mietowymi tabletkami uspokajającymi.
Siedzimy przy stoliku nakrytym ceratą.
Myslimy co dalej.
Gotują się w głowach myśli splatane bezsensownością gdybania.
Modlitwą jest delikatne poprawianie Ci prześcieradła.
Modlitwą... nic innego nie potrafię.
Modlę się słowami: Proszę Cię Tato już wystarczy. Wystarczy. Nie pozwól by jeszcze...
(7)

24 marca 2005 // 0:36
'zbyt wiele mamy do powiedzenia
gdy czas przemyka cichaczem
zbyt dużo wiemy na pewno
choć jeden klucz nie otwiera wszystkich drzwi'
[Sebastian Majcher]
ciągle sucho w przełyku
(10)

28 marca 2005 // 21:32
Mija 9 dzień.
Robię Ci opatrunki.
Nie opowiadam o tym co widziałam, widzę.
Nie dumam nad tym co zobaczę.
Nie całuję już w policzek.
Czego mam się nauczyć? - pytałam Jezusa w półmroku kościoła.
Pytań o czas przeszły nie zadaję.
Nie potrzebuję wiedzieć dlaczego wolniej przypływają fale.
Fale naprzemienne zimna i gorąca.
I w zasadzie jestem zadowolona, bo...
mam czas czytać wiersze
czasem
to wiersze pisane na sklepieniu kościoła
na poboczu wydeptanej drogi
Wiem, że tutaj bywasz, że obserwujesz.
Dlaczego ze mną nie porozmawiasz?
Dzieci boją się ciemności, dorośli światła
(13)
     
|