|

archiwum
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
kontakt
ownlog.com
layout
Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.
|

1 kwietnia 2005 // 17:05
5:40 budzisz się.
Do stolika nocnego sięgasz po porcję optymizmu - przyda się, żeby dać sobie dziś radę.
i pędzisz, pędzisz, pędzisz, pędzi, pędz, pęd, pę, p
7:40 już masz w ręku bilet, przepustkę, kierunkowskaz
i pędzisz, pędzisz, pędzisz, pędzi, pędz, pęd, pę, p
załatwiasz jeszcze wcześniej umówioną istotną sprawę
znów
pędzisz, pędzisz, pędzisz, pędzi, pędz, pęd, pę, p
w przelocie pijesz zimną wodę - szybko myjesz zęby - wrzucasz nowe ubrania - na pożegnanie krzyczysz trzymajcie kciuki!
a o 11:10 już wiesz, że możesz pocałować się w dupę.
że przegrałaś,
że nawet nie mialas szans - zero, zero, zero, zero
bo wiedziano już zanim się tam pojawiłaś
Obuchem w ten pusty łeb napełniony wiarą w ludzi!
Obuchem!!
bo ktoś znowu potraktował Cię jak liczbę
daną statystyczną
jak idiotkę, której to nie robi absolutnie różnicy,
jak smród, który się zaczepił, ale zaraz wiatr go wywieje z tego nieskazitelnego otoczenia.
I myślisz, ze rozpłakać się nie możesz.
że sie rozpłaczesz jak wyjdziesz.
Już wiesz dlaczego wczoraj szukałas synonimu słowa 'gówno'.
Dziś mozesz pisac wiersze o wisielcach.
Dziś znów zakladam koszulkę z nadrukiem failure
Chciałabym ją wyrzucic z mojej szafy.
Nie chciałabym, żeby mnie w niej ziemią przykrywano...
(4)

3 kwietnia 2005 // 17:17
"Ci, którzy ów dzień widzieli, nigdy go nie zapomną.
Ściśnięty obręczą placu Świętego Piotra tłum, którego wielobarwne fale sięgały prawie Tybru, czekał (...). Tłum za barierkami na placu był wstrząśnięty, zwinięte palce ukradkiem przesuwały się po wilgotnych, jak można się było domyślić, powiekach. Ambasadorowie wokół mnie mieli łzy w oczach: nie wiem, czy kiedykolwiek widziano, aby dyplomaci płakali podczas pełnienia obowiązków służbowych; jest to zjawisko, jakie meteorologia nieczęsto ma okazję obserwować. Ja także płakałem jak wszyscy, nie bardzo wiedząc dlaczego. Miałem uczucie, że uczestniczę w rzadkim wydarzeniu niewątpliwej koniunkcji planu Opatrzności i momentu historii ludzkiej, co nie często daje się przyłapać na gorącym uczynku."
[Andre Frossard - Portret Jana Pawła II]
To fragment opisujący dzień 16. X. 1978 roku.
Nie było mnie wtedy na świecie.
Byłam w innym dniu. W dniu moich spotkań z Nim. Tych spotkań w tłumie ludzi w Krakowie, Gliwicach i tych prywatnych, kiedy mądre, pachnące dobrocią słowa podnosiły, umacniały, głaskały i były jak sztandar na który się patrzy idąc trudną drogą.
Jestem w dniu, kiedy znowu tłum jest wstrząśnięty, zwinięte palce ukradkiem przesuwają się po wilgotnych, jak można się było domyślić, powiekach.
Dziś też mam uczucie, że 'uczestniczę w rzadkim wydarzeniu niewątpliwej koniunkcji planu Opatrzności i momentu historii ludzkiej, co nie często daje się przyłapać na gorącym uczynku'
I daj mi siłę, żebym mogła być z ufnością obecna w innym dniach...tych ważnych, dostojnych, prywatnych, cichych, smutnych i radosnych.
Zdaję sobie sprawę ze straty ogromnej. Wiem o tym, ale nie potrafię się smucić. Nie Jego śmiercią.
'To, co pragnę osiągnąć, to do czego dążę ze wszystkich sił, to zobaczyć Boga twarzą w twarz.' tak sam mówił. Nie smucę się, bo osiągnął swój cel.
I wyciągnęłam obszarpaną już kartkę z tekstem. Dla mnie jest testamentem. Nie zawsze udaje mi się go wypełniac. Nie zawsze o nim pamiętam.Jest jednak tym sztandarem, na który się patrzy idąc trudną drogą.
" Proszę Was
- abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ja znajdowało.
- abyście od Niego nigdy nie odstąpili
- abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On wzywa człowieka
- abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest największa, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.
Proszę Was o to..."
Jan Paweł II
(4)

6 kwietnia 2005 // 23:20
Pewnie będziesz po tym wszystkim bardzo zmęczona...
Będę.
Tylko, że
najbardziej męczy mnie Twoja nieobecność.
... spokojnej nocy...
(3)

8 kwietnia 2005 // 23:33
Rozpłakałam się dopiero kiedy odłożyłam słuchawkę.
[ostatnio często płaczę - wiem]
Mój Panie... sił mi potrzeba.
kolejnych
nowych
wyżebranych
Amen.
(11)

12 kwietnia 2005 // 23:40
Wniosek nr 1.
Najlepsze wnioski wyciąga mi się, kiedy ich wcale nie chce wyciągnąć.
Wniosek nr 2.
Czując wyciągam lepsze wnioski, aniżeli myśląc jedynie.
Wniosek nr 3.
Modlitwa ma niesamowicie wielka siłe.
Tylko, że nie można sie modlić i działać przeciwko niej.
To naciągactwo zwykłe.
Wniosek nr 4.
Chcę mieć kontakt z ludźmi:
a) którzy pozwalaja mi widziec różnice miedzy rzeczywistoscia a wyimaginowaniem,
b) którzy mnie nie oszukuja świadomie,
c) którzy są w miare inteligentni a jak nie inteligentni do dobrzy.
dusza pozbawiona ciała odpływa
ciało pozbawione duszy tonie
Niech nam cielesność, nie przeszkadza w pływaniu!
p.s.
Zaczełam studia nad paradoksami, antynomią i leksykonami o niczym w zupełności.
p.s. 2
W całym mieście nie ma żadnej kartki, która by sie nadawala na zbliżająca się okazję. Życzenia spisze chyba na podeszwie buta :|
(9)

15 kwietnia 2005 // 22:12
Są obrazy, nie wiem przez kogo malowane.
Są wyraźne. Mimo minionego czasu zapach farby ciągle świeży.
Wracasz do domu, jak z wygniecioną gazetą zamiast lekkości.
‘Pochrzaniło się wszystko, Majestacie Wielki
człowiek rękę podnosi do czoła
zamiast czoło pochylić do ręki’ [K.Pieczyński]
Jest kapłan, co kiedyś przed rozdaniem Ciała Najświętszego, puknął się w czoło kilkakrotnie, znacząco chcąc dezaprobatę wyrazić dla zachowania dziewczyny, co się kurczowo trzymała barierki. Coś wykrzyczał w gniewie, ironicznie się uśmiechnął w drugiej ręce trzymając puszkę niechlujnie.
Zmókł mi zegarek [nie wiem czy z łez czy z deszczu]
Widzę Go czasem jak się uśmiecha, klęczy w zadumie, robi zakupy, kroczy z rękami założonymi.
Ile trzeba się przyglądać, żeby przyprawić na słodko, bo ciągle mam ten niesmak ?
To jest ta drzazga w oku innych a bela tak ogromna w moim.
A jednak...
(3)

17 kwietnia 2005 // 20:21
Czarna spódnica i czarne obcasy.
Książka na droge.
Jadę do Częstochowy.
Boję się swoich reakcji.
Nie jestem silna.
(6)

20 kwietnia 2005 // 23:04
Zmarzłam w kaplicy patrząc po raz ostatni na Nią.
Pogłebia się we mnie obraz sztucznie złożonych, zimnych już rąk. Tak wiele ich juz widziałam... i tych niedokońca domkniętych oczu.
Tyle zimnych posadzek skropionych łzami najbliższych.
Silny wiatr - on jest potrzebny w takich chwilach, nadaje im dostojeństwa, rozwiewa wstęgi żałobnych wiązanek, osusza łzy, majestatycznie czesze włosy każdego z osobna.
I tym się różnimy od umarłych: im już wiatr nie rozwieje włosów. Nie zmróżą oczu oślepieni słońcem. Nie potkną się o kamień. Nie pójdą chwiejnym krokiem. Nie pójdą. Nie zbłądzą. Nie przykucną z bólu.
Bólu.
Częstochowa mnie przytuliła.
Mateńka pozwoliła się wypłakać - znów na zimną posadzkę [choć tym razem podejrzewam, że cieplejszą od ludzkich trosk składanych w tym miejscu].
Jak małe dziecko, z bezradności zupełnej.
I klęczeliśmy w tym niesamowitym układzie, z tatą i mamą w tyle.
Płakaliśmy.
Ktoś się zgubił, ktoś odnalazł.
Komuś strzykneło w kościach [a może w sercu nareszcie].
Tęsknił.
Ja też.
(4)

24 kwietnia 2005 // 22:01
Niedzielny poranek, telefon od Kaśki (byłej współlokatorki z akademika).
Ona nie żyje.
Umarł Mistrz.
Kolejny.
Staff pisał, że 'śmierci się trzeba uczyć jak życia'.
Co mi zostało po Niej? Sterta notatek, parę wspólnych zdjęć, wpis w indeksie, numer telefonu, pod który dzwoniąc już nigdy nie usłyszę jej głosu. Został kształt jej zawsze skrzyżowanych łydek, zielony sweter, upięte starannie włosy, ciepły uśmiech i przenikliwe oczy. Zostało mi to bogactwo, jakim się zawsze dzieliła. Została konieczność przytulania się do najstarszych zabawek z dzieciństwa - tego uczyła. I żeby być kompetentnym, stanowczym i ciepłym. Szczerym, bogatym - bo wtedy ma się co rozdawać.
Zostało coś więcej.
W martwych dłoniach niesiemy już tylko to, co daliśmy innym
Wiem, ze niesiesz na tych dłoniach tak wiele, ze uginają się pod ciężarem dobra przelanego na innych.
Wiem, ze Twoja śmierć wzruszyła nie tylko mną.
Byłaś Mistrzem.
Jesteś.
I pewnie dlatego, ze dla jednych jesteś mistrzem dla innych byłaś wrogiem. Taką cenę ponoszą ludzie wyraźni, odważni, mądrzy.
Wiesz... kiedyś marzyłam, że przyjadę do Ciebie 'pochwalić' Ci się moimi dziećmi. Powiedziałabym wtedy, że w jakimś sensie dzięki Tobie tak je wychowałam. Że się poszczycę jak dobrze odrobioną pracą domową.
Nie doczekamy się.
... ale jeśli kiedyś będę mieć swoje dzieci, będą wiedziały o Tobie. Będą miały swój kocyk, miejsce do rysowania na ścianie i bogactwo książek ...
Dziękuję.
'Gładka jest woda tam gdzie strumień płynie głęboko'[W. Szekspir]
Właśnie gładką Ciebie zapamiętam. Gładką...
---
Boże, czy brak czasu, że tak często w kalendarzu muszę wpisywać słowo 'pogrzeb' ?
(6)

28 kwietnia 2005 // 22:32
Mimo wyśmianego a jednak wymarzonego 'Chcemy żyć i pracować w pokoju' pokoju ni widu ni słychu...
a moze nie zauważam, bo biegam?
Biegam rzeczywiście gdzieś ciągle: miedzy Trans[em], UPem, Południem, Sanepidem a domem.
Biegam - meczę się.
Oby coś z tego było na miare tego wysiłku...
policz do trzech - piątkowa nagroda juz pachnie
pachniała od długiego czasu
znów powiem mniam
(5)
     
|