|

archiwum
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
kontakt
ownlog.com
layout
Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.
|

1 maja 2004 // 23:41
'Nie można zniszczyć czegoś, co nie istnieje,
a moment, w którym nam się wydaje,
ze to zniszczyliśmy jest tylko
dostrzeżeniem braku istnienia.'
To są Twoje słowa
- dosłownie Twoje,
zapisałam je sobie wtedy.
Brak istnienia - tak.
(21)

3 maja 2004 // 15:53
Swiąteczne sniadanie:
- (...) Strasznie się zmieniłaś, wcale ze mną nie rozmawiasz, unikasz kontaktu. Ja wiem, ze Ty studiujesz, dużo więcej wiesz, uczysz się tego jak... i ciągle widzisz tylko to co ja robię źle, krytykujesz mnie na kazdym kroku.
- Mamo powiedziałam tylko żebys... z resztą nieważne..
- Potrafisz tylko krytykować. My już nie rozmawiamy tak jak kiedyś, wszystko przez...
- Czy Ty naprawdę myśli, ze gdybym zostałą z Tobą w domu na 3 tygodnie, Ty wziełabyś urlop, ja zostałabym w domu, bez kompa, bez przyjaciół, bez tego co dla mnie tak ważne i absorbujace, siedziałabyśmy... myślisz, ze mogłybyśmy ten czas ze sobą przegadać, myślisz, ze to by pomogło?
- Tak myśle, kiedyś tak było...
- Nie, ja myśle, ze nie byłoby tak... Czynniki zewnętrzne mają duze znaczenie, nie zalezy od nich jednak wszystko.
- Bo to wszystko przez Twój upór
- ...
- Przez komputer, mieszkanie w akademiku, przez to, ze Ty się zmieniłas, Ty nie chcesz...
- Ja już nie będę tak z wami rozmawiac, zrozumiałam, ze się nie opłaca...
- Nie przesadzaj.
To, ze się nie układa to Twoja wina przecież, to Ty się zmieniłaś, to Ty...., to Ty..., to przez to, ze Ty...
(przestałam słuchać)
- Ja nie mam żalu, o to, ze mi nie pomagaliście...
o to, że musiałam radzić sobie sama - moze i chciałam wszystko robić sama albo dawałam Wam tak odczuć.
Nie gniewam się, mieliście swoje prace, ważne sprawy, terminy, opłaty, swoje potrzeby - każdy ma.
Nie uciekłam z domu, po tym jak Ojciec...
Nie okłamałam Was - starałam się być szczera, widocznie nie warto było...
Nie potrafię jednak ciągle przyjmować ciosów, nie potrafie - może i za słaba jestem...
Nie mów mi tylko proszę, ze wszystko to moja wina - za często to słysze, za często...
Powiedz mamo, jak rozmawiałabyś z kimś, kto ciągle mówiłby Ci 'to twoja wina!'?. Ja mam dość, tu wina lezy po cholernym środku, dużo jest w tym mojej przekory, upartości i dumy, nie pozwole jednak na ciągłe upokorzenie i wypominanie dawnych przewinień. Nie pozwole, bo dłużej tego nie wytrzymam.
- To, ze od czasu do czasu....
- ...od czasu do czasu....
- ...
Czasem niemoc pozwala tylko płacz cichy wstawić w miejsce ...
Uparte, głupie babsko ze mnie.
Zagryźć wargi
przemilczeć
przytaknąć...
rozpłakac się dopiero u siebie
wtedy moje zycie byłoby o tyle łatwiejsze...
Po cholere się wyrywasz Gocha?!! Po jaką cholere...?
(15)

4 maja 2004 // 18:58
Będzie radośnie i słonecznie.
Z radosnych spraw to chciałam powiedziec, ze wiosna jest - wszystko zatem kwitnie.
Generalnie to najbardziej okazałaym z roslin w moim ogródku jest lenixus pospolitus - zwany potocznie leniem lub nieróbstwem, w połączeniu z pięknie pnącą się impotencją motywacyjną wyglądają naprawde okazale :]]
Dobra, kończe, kończe, kończe,
bo mnie zlinczują moje wyrzuty sumienia.
Wracam do książek.
Pozdrawiam leniuchów i tych bardzo pracowitych :)
Nie łaźcie po logach tylko się zajmijcie czymś pożytecznym :P
(12)

5 maja 2004 // 18:58
1. Mam dość tej pieprzonej uczelnii, dość ludzi tam pracujacych, dość studentów, którzy nie gadają o niczym innym jak o egzaminach. Dlaczego ludzie się mnie pytają ile ja umiem? ->> moja odpowiedź brzmi 'gówno umiem - jeszcze nie zaczełam' ale słysze tylko 'aaa weź, Ty na pewno już umiesz...' To po jakiego się pytają? Z resztą co im da wiedza na temat tego ile ja już umiem, to nie są zawody porównawcze!!
2. Mam dość szpitala. Dość! Praca tam jest bezsensowna, jedyne słowo, jakie ciśnie mi sie na usta kiedy tam jestem to 'regresja, regresja, regresja' - praca poszła na marne... I w dupie zaczynam mieć te wszystkie ideały, którymi mnie karmiono, ze kazdy ma prawo, kazdemu się nalezy szacunek - zabiłabym bez mrugnięcia okiem rodziców Olki - śmierć za śmierć?
3. Obojętnieje na te ciągle narzekania Iwony, już nie umiem... Ona mnie ciągnie gdzieś na dno kondycji psychicznej, nawet gdy ja tryskam optymizmem powala mnie na łopatki tymi swoimi 'argumentami'.
4. 'Nie wygladam dziś przesadnie ładnie' - szczerze to patrzeć na siebie nie mogę. No, nie mogę...
5. Jak dostane jeszcze jeden taki list jak dzisiaj, to okalecze siebie, listonoszke, spakuję się i pojade Cię zabić. Tak to jest groźba. Qźwa 2 lata, 2 lata - no ile można ??!!??
6. Jakiś pozytyw? Zakwitły konwalie - pachnie pięknie...
Boże proszę Cię skromnie o siły. Sama już nie umiem.
(21)

8 maja 2004 // 17:52
W mojej pamieci jest taki folder 'miłe wspomnienia'
- przez ostatnie klikadziesiąt godzin dużo tam nagromadziłam danych.
Dziękuję.
(21)

10 maja 2004 // 19:49
W nocy mialam sen piękny - sniło mi się, ze znowu to czułam, ze wiedziałam kto jest mojego serca biciem, że byłeś nim Ty.
I obudziałam się ze łazami w oczach - znienawidziłam ten dzień od pierwszego naszego spotkania, od pierwszych chwil jego świadomości - chciałam spać. Śnić dalej, śnic, śnić, śnić - a najlepiej gdyby ten sen stał się rzeczywistościa tak namacalną jak mało rzeczy na świecie namacalnych bywa...
- tak się nie stało...
Rozkojarzenie...
Nie zanotowano dziś cech szczególnej górnolotności umysłu.
Uprzejmie proszę mi oddać ciało modzelowate - i szalkę trochę przechylić na lewo
- moje ambicje skończenia studiów byłyby państwu bardzo wdzięczne. Z góry dziękujemy.
(7)

11 maja 2004 // 15:50
straciłam siły...
15.V.2004 20:25
Miało byc dobrze, a jest kurwa mac jeszcze bardziej beznadziejnie!!
Jak jest jeszcze jakiś głebszy poziom beznadzieji to ja dziękuję za taki zycie. I nie mówcie, ze będzie dobrze, bo nie jest i nic na to nie wskazuje. No jak długo można... całe zycie tak?
Nie chciałam nikogo straszyć, nie chciałam narzekać, wiec się zamknełam, ale bez przegięć ile można??!!
Ja za chwile oszaleje...
21:10
don`t panic !!!!%!&!*!@!!!!^^!!))!!((""!!!
- oszalałam...
(46)

16 maja 2004 // 16:23
Podjąć wyzwanie - żyć.
Cięzko mi, słabo ale chyba mimo wszystko wierzę w sukces - muszę, nie pozostało mi nic innego, bo rozpacz, płacz i gniew straciły na mocy... ja przy nich trace.
Może większość moich kłopotów jest psychosomatycznych. Byłoby pocieszające... leczyłambym jedną sferę.
Pojechałam podejmować wyzwanie.
wyjaśnić
poukładać
szukam bezpieczeństwa
A jutro 21x21x29 cm ... Boże...
(15)

19 maja 2004 // 0:08
'Kiedy podnieść się nie możesz
I ogarnia cię zwątpienie,
Wtedy nie płacz, ptaku, nie płacz.
Podnieś głowę w stronę nieba,
Uwierz skrzydłom,
Własnym skrzydłom,
One kiedyś ci pomogą
Unieść się nad ziemię, wstać.
Lot twój będzie tak wysoki,
Lot twój będzie tak daleki,
Ile wiary i nadziei
Własnym skrzydłom możesz dać.
A jak będziesz w pierwszym locie,
Bliżej nieba, dalej ziemi,
Nie zapomnij tam, w przestrzeni
Nie zapomnij tam, w błękicie
O tym małym skrawku ziemi,
Gdzie powstało twoje życie.'*
Udało się pofrunąć.
Pamiętam dzięki czemu i komu.
Lot twój będzie tak wysoki,
Lot twój będzie tak daleki,
Ile wiary i nadziei
Własnym skrzydłom możesz dać.
- niech tak będzie...
jeszcze musze powalczyć w tak wielu kwestiach...
Przykro mi, ze moja wygrana stała się pretekstem do narodzin żalu - mama dała popis - Wojtkowi oberwało się, ze On nie 'przynosi' piątek...
I co ja mam zrobić, jak uświadomić 50-letniej kobiecie, ze krzywdzi swoje dziecko, choć moze i tego chce dobrze...
*wykonanie Turnau, słowa Pietryszyn
(25)

21 maja 2004 // 15:52
Poczekaj chwilke...
Nadrabiam mina, a tak naprawdę czuję się bardzo zmęczona.
Przestraszone miny, skrywane spojrzenia, nieporadne krążenia gałek ocznych.
Nie bójcie się.
Do tego też się można przyzwyczaić.
Gorzkiej czekolady i Ciebie mi brak.
Starałam się.
Z okna na samej górze mojego wewnętrznego domu, widze jak już do mnie jedziesz - wolę skakać.
Ważność wygasła.
Spadam.
Bo moje życie to ciągłe utrzymywanie równowagi.
A plan był inny, miałam zdać egzaminy i zająć się sobą, sercem, nogą, trzustką i okiem. Sobą.
W spadaniu nie myśle o sobie, sercu, nodze, trzustce, oku...
Myślę o miękkim ladowaniu.
(8)

22 maja 2004 // 18:10
'Ze słabości mojej rozliczysz mnie Panie
Z błądzeń moich i tych dróg na skróty
Buty niosły same - nie trzymały mnie
Nawet szalone sznurówki
Z wszystkich grzechów rozliczysz mnie Panie'
Rzuć we mnie śmiechem, rzuć i powiedz, ze to żart był.
Powiedz proszę zdziwiono-zniekształconym głosem 'Gosiu moja droga, na żartach się nie znasz?'
I ból, swędzenie, słabość - wybaczę, udając, że od poczatku wiedziałam, ze bawisz sie ze mną.
Albo w poniedziałek kupię stary zegarek, taki co się naprawić już nie da i patrzeć będziemy w czas już miniony.
Jakby nigdy nic się nie stało zrobimy kanapki z żółtym serem.
Opowiesz mi o tym co wywołuje u Ciebie przyjemne swędzenie gardła, a ja przypatrywać się będę ruchom Twojego podniebienia.
Podniebienie- takie ładne słowo...
Powiesz, ze tańczyć nie umiesz jak wszyscy...że lezeć mozesz nicniepamiętajac i nic nie lepiąc do nowej pamięci.
Świeżość.
Gosiu, Gosiu, Gosiu... imię przeciez jak kazde inne.
Wysprzatam z innych wspomnień mój pokój, dom cały. Posprzątam, zebyś nie czuł skrępowania.
Albo pójdziemy na łąkę - tam jeszcze ze mną nie byłeś.
Dzis doszłam do wniosku, ze nie wyladuję miękko, chociazby dlatego, ze lot prawdziwy jest jednie moim urojeniem.
Czy końcówka maja to dobry czas na końcówkę załosnych wypieków?
Można sie przecież zabrać za siebie!
Takie jest to życie. Bóg się śmieje. Dusi się z emocji. Kurde, też bym się ryła patrząc na wchodzenie w szpilkach czarnym szlakiem. Wymagana pierwsza klasa na przelot od codzienności do gorszej beznadzieji. No weź pod uwagę materialne zapasy swoje!
Więc tramki włożę i powoli przejdę się jeszcze raz koło tego kościółka na Chabówce. Tam po raz kolejny się zmierzę z samą sobą. Chabówka...
i gdzie się łosiu spieszysz?!
(7)

23 maja 2004 // 12:06
Jeśli myślę o swoim dzieciństwie, zawsze wtedy myślę o Tobie.
Nie chce myśleć o Tobie jak o 'kimś kto zmarł'.
Dobranoc
- bo pozostaje mi wierzyć, ze będziesz miała piękne sny...
Przytul osobę, którą kochasz, pocałuj ją mocno.
Jutro możesz nie mieć takiej okazji.
...................
(18)

24 maja 2004 // 22:44
Wyszukane płatki róż, bukiety tulipanów, wieńce anturium białego
- a dla mnie pachniesz floksem rosnacym pod Twoim oknem.
Uśmiechaj się do mnie. Usmiechaj proszę.
Zawsze miałaś tyle siły.
Chroniłaś.
Nie chcę pamiętać zmęczenia, bólu, krwi i siniaków.
Chce zrywać z Tobą pokrzywy
[gołymi rękami, w krótkich spodenkach]
Chciałabym byś z dumą spogladała na mnie z góry.
A kazda łza, która wypływa z samego środka mnie, niech podlewa Twój ukochany ogródek.
Śmierć nas bezczelnie obnaża.
Już tęsknie...
(14)

28 maja 2004 // 15:22
'To, co nie idzie do przodu cofa się
Wzrastanie i rozkład; pomiedzy tymi dwoma biegunami nie ma nic.
Coś takiego jak apogeum nie istnieje. To tylko iluzja'*
Siedzę
idę
przestawiam
mieszkam
krzyczę
milczę
tańczę
płaczę
studiuję
wakacjuję
noszę
opuszczam
pielęgnuję
kocham
opustoszam
I nie zmienia się nic - zmiany są jedynie pozorną zmianą pokoi.
Czy to mnie martwi?
I tak i nie...
Kwestia spojrzenia...
Patrzę na te skrzyżowane kreseczki, minusy mnie dziś nie interesują.
Nie po to zmieniam łózko z szafą, a stolik z komodą.
Tak lepiej?
Tak lepiej, bo uczy 'nieprzyzwyczajenia'
Zapomnieć - nie zapomnieć?
Pochlipuje...
Już mną nie telepie.
Wszystko dobrze.
Zatanawia mnie jednak jak długo można być zaszantażowanym takim beznadziejnie niemożliwym uczuciem.
Robert powiedział mi kiedyś 'pamietaj, kazdy w końcu dostaje katharsis'
Czekam...
czynnie, czynne, otwarte znaczy się :)
*Amelie Nothomb 'Metafizyka rur'
(6)

29 maja 2004 // 21:36
18:36:29 Marcin
chciałem spytać, jak Ci życie leci?
18:36:59 Gosia
generalnie w zbyt szybkim tempie
tyle rzeczy do zrobienia
w poniedziałek obrona
- trzymajcie kciuki!
No to lece...
bye
(20)
     
|