archiwum

2008

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2007

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2006

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2005

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2004

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2003

grudzień

listopad


linki


kontakt


ownlog.com


layout

Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.


1 lipca 2004 // 19:49

Lubię kraść słowa.
Te dosłowne i te niekoniecznie..

Jestem na karnym zwolnieniu
za wypowiedzenie zbyt wielu słów.
Słów nieswoich, bo czułam coś innego.

Zmęczona pracą w kopalni nowych uczuć.

Popracowałabym w mydlarnii
- tam ładnie pachnie.

Stwierdzenie 'musimy porozmawiac' kojarzyło mi się zawsze z filmem nieopowiadającym o życiu.

Peace
[albo chociaż mały]
peace

(9)



2 lipca 2004 // 22:22

TU BYŁA OKROPNA NOTKA, NA KTÓRĄ NIE MOGAM PATRZEĆ - SMIERDZIAŁA STĘCHŁYM, NOSTALGICZNYM WYWODEM.

CZAS NA OKLASKI DLA INICJATYW.

(13)



4 lipca 2004 // 17:05

Miałam zabawny sen - sen półerotyczny w roli głównej ze znajomym mojego brata. Ale ponoć wszystko się mieści we freudowskiej normie.

I poranny, piękny sms od Iwonki - zatęskniłam za dobrze rozpoczynajacymi dzień, a jeszcze bardziej za miło kończacymi go smsami od pewnego pana. Pana nie ma - nie mam smsów. Nie powiem 'fuck!', bo dobrze, że Go nie ma choć bywało tak przyjemnie...

Ale ja nie o tym.

Obudziałam się z poczuciem, ze zaczyna się dziś coś nowego. Wiesz, tak jak się czuje pierwszy dzień wakacji, pierwszy dzień świąt itd. I tak mi było dobrze z tym 'pierwszym' - choć niesprecyzowanym.

I dobrze mi było z tą ksiązką w ręku - zaczynam rozumieć Cię Tośka, a tak ciężko czyta mi sie ksiażki z postaciami, których nie rozumiem, których nie lubię.
Zapragnełam mieć tę ksiązke na własność - wracać do niej i uczyć się, jak się nie żyje, jak nie spierniczyć sobie życia. Chciałabym mieć wszystkie przeczytane przezemnie książki. Zanurzac się w ich ogromie i w kazdej z osobna; tak jak chciałabym mieć wszystkie wysłuchane przez siebie płyty, utwory - wracać do nich i rozumieć, albo słuchac bez myślenia. Nie spelnię tego marzenia, nie spełnię - niektórych marzeń się nie spełnia, niektóre marzenia się ma i już.

I dobrze mi było, gdy miałam Cię na rękach Maleństwo, słysząc Twój śmiech, widząc przebieranie Twoich małych nóżek i poznawcze szarpanie Sołtysa za ogon [bo kocur ma ogon ciekawy, prawda?]

I dobrze mi było kładąc głowę na burzuchu Twoim - choć się przytulam 'niedokońca' - nie mogę zapomnieć - nie mogę zapomnieć dla Twojego dobra.

I dobrze mi było z 'Charity' Skunk Anansie - bez Was - tak na full.

I dobrze mi było, kiedy otwierając okienko monitora przypomniałam sobie, ze usunełam wszystkie linki, ze skasowałam kontakty z gg.

I dobrze mi było...

I dobrze mi jest.

(10)



7 lipca 2004 // 20:46

Jeśli czuję strach, staram się stanąć naprzeciwko niego, spojrzeć mu głebowo w jego przezroczyste oczy [wiesz trudne jest patrzenie w coś przezroczystego]. Staram się zobaczyc, ze zbudowany jest z mojej przeszłości oblepionej w wyobraźnie, jakiej mi Bóg nie pożałował. Stoję tak i robię wraz z moim strachem pojedynek na nieprzerwane patrzenie sobie w oczy.
Udało mi się wygrać pare razy...

Dziś byłam u lekarza, zwykła wizyta - bez lęku...
Spojrzałam w jego niebieskie oczy, usmiechnełam się.
Tak spokojnie...
opierajac się wygodnie na krześle, popatrzyłam na biel pomieszczenia, na jego ręce, na spokój w oczach i pomyślałam:
'Ile spokoju....ile spokoju... wow'

Kiedy jest we mnie spokój... wtedy udaje mi się porozmawiać z samą sobą...

Niech moje dni są bogate w spokój, chcę biec - niech mam tę cholerną zadyszkę, tylko pozwalaj mi potem usiąść i czuc błogosc spokoju...

Czuję, jak generują się wtedy we mnie siły.

Jeżeli nie potrafisz czegoś zmienic, musisz to zaakcepotwać - smiem twierdzić, ze żeby coś zmienić trzeba pokochac siebie - innaczej nie ma się sił do walki.

W szkole jesteś Gocha, wiesz? W szkole... ucz się siebie!

(9)



10 lipca 2004 // 22:30

Niechcący podsłuchałam cię w nocy mój lęku. Słyszałam jak mówiłeś o tym, ze nie potrafie, że nie dam sobie rady, ze ucieknę...
Zaalarmowałam więc opamietanie, poczucie własnej wartości, mądrośc i odwagę.
Juz się nie bałam spać przy otwartym oknie moich marzeń
[nawet jeśli ulecą - jest szansa, że wleca inne]
Fucktycznie uparty jesteś!
Nie dajesz za wygraną tak łatwo
[przyzwyczaiłam cię do rzadzenia mna przez całe moje zycie]
więc pare razy jeszcze w ciagu dnia dałeś mi odczuć, że nic nie znacze...

[Załozymy się kto jest bardziej uparty?]

Zacisnełam wiec zęby, zaśpiewałam jedną z tych ulubionych piosenek i ruszyłam...
A wieczorem popatrzyłam na wszystko.
Gotowe?
Gotowe!
[bałam się, że nie doczekam tego słowa].
Zrobię jeszcze zdjęcia
i nareszcie pójdę na podwójna porcję lodów
- dziekujac w ten sposób sobie za wytrwałość.
Za to, że zrobiłam krok do przodu, ze się nauczyłam.


Róbmy sobie niespodzianki!

(8)



12 lipca 2004 // 22:07


Jest pięknie.


Jezuuuu, juz zapomniałam ile mi to daje radości!!
Ciągły widok tej całej nedzy, chorób, niepełnosprawności, biurokracji mnie na studiach chyba przygniótł.
a teraz...
a teraz mogłabym latać...
to daje tyle energii !!


Jest pięknie.

Jest pięknie.

Wyostrzam percepcje.

Jestem zmęczona.

Jest pięknie.

(8)



13 lipca 2004 // 18:40

Detoksykacja

Czuję jakbym miała zaraz zwariować.
Mam wszystkie klasyczne objawy zatrucia organizmu, a raczej właśnie dziejącego się teraz jego oczyszczania.

To już 46 godzina.

Wyostrzają mi się zmysły

Chodzą za mną smażone oponki.
Mam schizy...

(5)



14 lipca 2004 // 12:03

63 godzina

noc była koszmarna,
na zmiane raz zimno raz gorąco

Ekspermentalnie weszłam do kuchni
- wszystko ma niesamowicie intensywny zapach
a moze raczej śmierdzi...
w kazdym razie nie gonią mnie dziś żadne potrawy, wręcz przeciwnie- mam coraz mniejszą ochote na cokolwiek do jedzenia - napiłabym się za to rumu, przy ciepłym kominku.

Zimno...

- Czyś Ty oszalała!!??!!!!!! - wykrzyknął Przemek.
- Jeszcze nie, albo już dawno tak - opowiedziałam.


A dziś jedno z ważniejszych spotkań w moim życiu
- doprowadziłam do niego o własnych siłach, czuje się dumna,
bo lubię miec poczucie, ze zrobiłam coś od początku do końca sama.

Miej mnie na oku mój Aniele Stróżu.

(7)



15 lipca 2004 // 16:08

Sama dla siebie stałam się miejscem, w którym generuje siły.

90 godzina

Czuję siłe, niesamowitą siłe od wczoraj.

Czuję wolność?
Tak to swego rodzaju wolność.

Tak, tak, tak, tak, tak!!!
Załatwiłam jedna z najważniejszych spraw w moim zyciu.
Z powodzeniem!!
Duma mnie rozpiera
hehe moze to ona wypełnia mój żoładek ;)

Jestem jak dziecko, które nie wierzyło, że moze stać o własnych siłach, trzymałam sie swoich urojeń, wymówek, lęków i kompleksów.
Stanełam o własnych siłach, na swoich własnych nogach.
Kiedyś napisałam, ze nauczyłam sie biegac nie umiejąc jeszcze chodzić. Wiec teraz się uczę.Pokonuje te etapy strukturalnie, przenosząc sie z czworaka na dwie nogi widzi się wiecej, dalej, czuje się mocniej.

Kochani - jestem szczesliwa.

(14)



18 lipca 2004 // 1:30

Takich rzeczy nie mówi się przez neta.

Takich rzeczy nie mówi się kiedy ktoś...

Wystąpił nagły brak stabilności.
[chwilowy mam nadzieję]

I nie wiem czy więcej jest w Tobie odwagi czy tchórzostwa...

.: 19.VII.2004 : 14:40 :.
Niestabilność przypiera dziwne formy...

Pozwolic się przewrócić?
Upadłeś - powstań

Idę po płyn do czyszczenia
- będe przecierać cel, bo coś się zamazał.

Nie lubie niedziel...

(8)



19 lipca 2004 // 12:48

Nienawidze siebie samej.
Nienawidze tego chorego zycia.
Fuck!!

Przepraszam znowu chcąc zrobić dobrze skrzywidziłam.

Nienawidze.

(8)



20 lipca 2004 // 16:17

- Gdybyś nienawidziła swojego chorego zycia, nienawidziłabyś takze mnie, bo jestem jego częścią. Nienawidzisz mnie?
- Kocham...
- Wiec nie pieprz bzdur!
- Przepraszam. Czuje tylko, ze moje jebane kompleksy i lęki kiedyś doprowadzą mnie do czystego obłędu, ze doprowadzą nie tylko mnie...


Tak długo szłam zmeczyłam się

[Iwona gdzie Ty jesteś?!?
Potrzebuje Was wszystkich...]

(7)



21 lipca 2004 // 22:16

Dązysz do *

Jak osiągniesz * to będziesz szczęsliwy.

Jak nie osiągniesz * to nie bedziesz szczesliwy?

Godząc sie z tym faktem znajdziesz sobie inną *

Skoro * Ci do szcześcia nie potrzebna, to po co do niej dążysz?

Inna * tez moze okazac sie celem nietrafionym.

Warto dązyc do * ?

Moze one nie są nam do szczęścia potrzebne...

Moze powodują tylko nasze fatalne samopoczucie, bo czujemy porażkę.

Hmmm... warto dzis Gosiu pomyślec, o tych wszystkich * do których kiedyś dążyłaś, a które osiągnełaś.

I co jesteś z tego powodu szcześliwa?
Czy szukasz czegoś jeszcze?

"Szczęście jest naszym stanem naturalnym. Sczęśliwość jest naturalnym stanem małych dzieci, do których Królestwo nalezy do tej chwili, gdy je powstrzymamy i zarazimy głupotą społeczeństwa i kultury. Aby zdobyć szczęscie nie potrzebujesz niczego robić, bo szczęścia zdobyć nie można. Czy ktoś wie dlaczego? Ponieważ już je mamy. Jakze można zdobyc cos co już się posiada? Dlaczego wobec tego nie doświadczacie go? Ponieważ musicie coś odrzucić. Musicie zrezygnować ze złudzeń. Aby być szczęsliwym niczego nie trzeba dodawać, trzeba coś jedynie odrzucić."

Nie jesteś nieudacznikiem, nigdy tak o sobie nie mów.

(9)



22 lipca 2004 // 23:11

Jak musisz iść, to idź.
- powiedziała mama błogosławiąc swoim szczerym uśmiechem.

Poczułam dziś swój dom.
Teraz, kiedy powoli zaczynam go opuszczać.

(10)



23 lipca 2004 // 21:15

Siedziałysmy w parku przed palmiarnią. Ja, Iwona i nasze dobre duchy [było je czuć jak gęstą mgłe]. Tyle rzeczy do opowiedzenia, a jednoczesnie milczenie, bo wszystko o sobie wiemy...Kiedy wypowiedzi zaczynają się, a nie kończą to znak, ze już wiemy jak się kończą - uśmiechamy się wtedy znajcząco, stabilniej opierajac plecy o ławkę.

-Dziewczyny powróże Wam - powiedziała sympatycznie wygladajaca Cyganeczka.
- Nie, nie, my wolimy nie wiedzieć...
- A czego tu się bać?
- Ja wole nie wiedzieć - rzuca na odczepnego Iwona.
- Ja chyba tez nie, a z resztą z kasy zostało mi tylko na powrót do domu - dorzucam
- Dobrze, koleżance mogę nic nie mówic, ale pani muszę, bo pani to ma w oczach- mówi patrzac mi głęboko w oczy.
- Ale ja naprawde nie mam pieniędzy.
- Nie ma pani nawet 5 zł? Jak się niesprawdzi to co o pani powiem, to nie zapłaci pani ani grosza (kolezanka świadkiem!!)-określa omalze jak warunki umowy.
- Nie zapłace, bo nie mam.
- To ja Ci Gocha pozycze! - wyrywa się Iwona - no weź, jak to masz w oczach - sama nie wierzy co mówi. Śmieje się.
- Niech Pani od Nas weźmie te 5 złotych, da dzieciakom na coś tam, ale już nas zostawi, my wolimy nie wiedzieć.
- No co się panie tak boją?! Wyciagnij se pani karte - wyciągajac przede mną cały ich pliczek.
- Ale ja nie chce wiedziec - odpowiadam stanowczo.
- No to ja wyciagam - Iwona bierze jedną karte.
Po czym razem z Iwoną robimy tylko znaczące uśmiechy do siebie, kiedy Cyganka opowiada jote w jote Iwonki zycie przeszłe, jej plany, dokładne daty, potomstwo.
- I co spełnia się to, co o Pani powiedziałam, prawda? - usmiecha się znacząco nasza wróżka.
- Sprawdza się! - kiwamy równocześnie głowami.
- No to Gocha teraz Ty! Musisz!
- Karte niech pani weźmie jedną.
Wziełam. W życiu nigdy nie podałaby takich rzeczy nie znajac mnie conajmniej pare ładnych lat, co do kogo czuje, jakie urazy mam w sercu, co mnie boli... - dosłownie tak jak to czuję.
- No dobrze, ale to wszystko przeszłość. A przyszłość?
- A w kartach nie pisze, ze taka niecierpliwa - żartuje Cyganka.
- Dobrze to czekam. - uśmiecham się do Iwonki, której szczęka lezy gdzieś pod ławką prawie...

Dowiedziałam się rzeczy przeróżnych dziwnych, najdziwaczniejszych, z których niewiele umiem wyczytać, są jednak takie, które głęboko zostaną w pamięci,bo nie mogą byc wieloznaczne.

- I nie martw się już 'tym'*, bo czeka Cię - uderzyła prawie na koniec.
- Co? Przeciez tego nie mogła pani... Jak to się mam nie martwić 'tym' ??? - wytrzeszczam oczy z niedowierzania.
- Bo karty mówią, ze przestanie to zadawac ból i nie będzie się pani bała wiecej
- O wow! To Ona mi to z siebie dusiła pół roku, a pani tak z kart po prostu? - Iwona jest chyba w szoku.
- Nie trzeba się bać, będzie dobrze...
- Dziękujemy.
- Za wrózbe się nie dziękuję!
- Stop! stop! stop!! - krzycze - a co jest tak ważne, co mi pani chciała powiedziec, zanim jeszcze losowałam karte?
- Z oczu Pani widac, ze szczerość jak na dłoni, ze co w sercu to na języku, ze nikt za plecami obgadany prze panią nie bedzie, ze ...
- ..że co? - przerywam nerwowo.
- ze nie raz się już pani za to i jeszcze nie raz po twarzy, po sercu dostanie, ale niech pani taka jest - taka jest pani natura.

Zostałysmy z otwartymi ustami. Siedząc na ławce w parku. Siedziałyśmy a myśli kłebiły się, tańczyły Polkę i wirowały chaotycznym pedem.

A to, co wiem o przyszłości zostawiam dla siebie - tę tajemnice dzieli ze mną jedynie Iwona.

Dzień czarów.

A jesli nie wierzysz...nic nie szkodzi...
Obym szybko zapomniała i zyła tak, jak żyłam.
Samo przyjdzie...

* zakonspirowano wypowiedź na potrzeby programu ;)

(6)



27 lipca 2004 // 19:39

Bezwiednie podróżuję w próżni.

Chciałabym wiedzieć gdzie jestem
albo
chociazby czy w dobrym kierunku idę.

Irytuje mnie to czekanie, aż ktoś łaskawie da mi znać, co dalej z moim życiem. Nie mogę nawet podjąc decyzji, które kiedyś były proste jak te nieszczęsne bułki.
Chcesz - robisz to. Nie chcesz - nie robisz.
Proste? Proste!

- - -
W niedziele po tylu podejmowanych próbach, po ciężkiej chorobie, niesamowitej walce i wielu, wielu cierpieniach zmarła mama Szymona.
Poczułam bezsens sytuacji. Poczułam wściekłość na cały ten system.

Byłam wczoraj na cmentarzu, chciałam pogadać z tymi, którzy nauczyli się milczeć.

Nie boję się czyjejś śmierci, boje się bólu jaki zostaje...

- - -
Śnią mi się demony w ciele małych dziewczynek.
Nie dałam sobie rady z ich siłą.


(8)



28 lipca 2004 // 18:43

Zarabiam cierpliwością na optymalizm dnia nastepnego.

Już mi nie powiedzą 'ani grosza w życiu nie zarobiłaś'
- uzbieram całą sakiewkę!

(4)