|

archiwum
2008wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003grudzień listopad
linki
kontakt
ownlog.com
layout
Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.
|

8 lipca 2005 // 20:55
Tak będzie lepiej - przynajmniej na jakiś czas muszę się schować z ownlogowaniem.
Z resztą wracając do domu po 18 i tak już nie mam sił na mądre wywodu, podsumowania. Nie mam też czasu na książki, a oczy zamykają mi się na pierwszej zaczętej stronie. Wszędzie widzę faktury, wnioski, tabelki, podania, w domu odbieram telefon z urzędniczym akcentem. Zasypiam w wannie, choć staram się mieć czas chociaż na film, zdrowaśke, przyjaciół i umycie zębów.
To nieprawda, że ja passuje - ja bardzo się cieszę z tej pracy, ze swego rodzaju niezależności, z kontaktu z ludźmi, z ruchem i spokojnym miejscem na kawę i z 4 minut pogawędek o niczym. Lubię to, co robię.
Jutro wstaję o 5 - też do pracy, jadę Marcie pomóc w hurtowni.
Niedziela będzie świętą.
Mam 2 prośby:
- Mama Tomka w szpitalu, pomódlcie się.
- Jak ktoś wie jak się kończy "arizona dream" to niech opowie, bo ja zasnęłam na końcówce.
Pozdrawiam.
(4)

14 lipca 2005 // 23:07
dni mi mijają zupełnie niepodobnie do wczoraj, a niczym się nie różnią, prócz nachyleniem obrotowego fotela
macham nogami raz w klapkach z bambusa, raz przystukuję wysokim obcasem
pachnie kawą, gorącym kserem i próbkami nowych perfum
zapamiętam siebie taką jaką mnie widzą w tej chwili
puste – kolorowe życie
‘płyniemy przez wielki Babilon’
jedno wiosło ma On, ale zdaje się, że ma inną koncepcje na te podróż
(3)

24 lipca 2005 // 23:09
Po czwartkowym rzucaniem ceramicznymi figurkami, wywrzeszczeniu się i wypłakaniu, nieprzespanej nocy. Po piątkowym dniu spędzonym w pracy i szybkim zaśnięciu ze zmęczenia, w sobotę obudziłam się z przyjemnym poczuciem, ze to prawdziwy weekend, taki z pustym domem, namacalnym odpoczynkiem, z psem w ogrodzie, z ulubioną muzyką i filmem.
Obudziłam się z poczuciem, że coś się zmieni, ze spieprzyłam kilka ważnych spraw, ale ich już więcej nie spieprzę – nie dlatego, że nie mogłabym, ale dlatego, że już nie będę miała okazji, bo są już przeszłością. Może być tylko lepiej, bo pewne z nich mogę naprawić, jeśli chcę.
Rano napisałam kilka maili, do ważnych osób, po czym je usunęłam niewysłane, bo co ich obchodzą moje słowa o decyzjach ‘samonaprawczych’. Bez słów – tak to sobie wymyśliłam.
Zaskoczyły mnie sygnały, ze czekać w milczeniu się opłacało.
W niedzielę przysłuchiwaliśmy się otwierającemu się zbożu i jedliśmy galaretkę z owocami, a potem podlewając warzywnik podlewaliśmy też dobrą relację miedzy nami.
Chciałabym mówić mniej.
p.s. Czasem udaję, że nie rozumiem ludzi, ale J. mnie dziś zaskoczył potężnie. Nie rozumiem.
(6)

31 lipca 2005 // 13:40
"Błoto stwarza czasem pozory głębi."
Oszukując społeczeństwo.
Pracuje na stanowisku, które dla części społeczności jest prestiżowe, stabilne i mało pracochłonne. Oni nie wiedzą, że w styczniu już tam nie będę potrzebna, że jeszcze niedawno solidaryzowałam się z tysiącami bezrobotnych, że zarabiam marne grosze i, że boli mnie głowa od urzędowych zwrotów, poważnych rozmów, przepisów prawnych i snobistycznych przełożonych ubierających się w nieskazitelnie, drogie, markowe ubrania.
Oszukując współpracowników.
Nie jestem tak silna w swoich przekonaniach, zadowolona ze swojego życia i niewiarygodnie ambitna. Nie śmieszą mnie debilne kawały, nie satysfakcjonuje ciągłe udawanie kogoś, kim nie jestem, a w dni wolne nosze trampki i rozciągniętą koszulkę z second-handu.
Oszukując przyjaciół.
Tak naprawdę to nad smsami, listami spędzam kwadranse, bo nie wiem co mam napisać. Silę się na zdania, których nie potrafię powtórzyć. Czekam na Wasz powrót, bo zupełnie nie radzę sobie z tymi nowościami technologicznymi jeśli chodzi o wyrażanie tego, co czuję.
Oszukując was.
To, że tu dzisiaj pisze nie znaczy, że będę. Patrzę na tysięczne liczby przy ilości założonych logów i myślę sobie, ze to idiotycznie żałosne miejsce, a jednak ciągle tu tkwię. Nie mam co i komu udowadniać, nie mam do przekazania wartościowych rzeczy, myśli. Jestem, coraz bardziej bezsensownie. Nie mam odwagi by wyrzucić to do kosza.
Oszukując siebie samą.
Nie chciało mi się, nie miałam czasu, żeby się temu wszystkiemu dokładnie przyjrzeć, a pisze to, bo tak czuję tu i teraz. Nie jestem szczęśliwa, choć spełniły się moje marzenia. Nie jestem, bo zabrakło mi pomysłów na nowe i boję się, że kiedy spełnię te następne wcale mnie to nie uszczęśliwi. Idę do pracy wyprostowana, garbiąc się wewnętrznie. Wsiadam w auto i boję się, ze sobie nie poradzę, że zrobię krzywdę sobie i innym, ze zniszczę ojcu auto, nadwerężę nasz budżet i będę leżeć w szpitalu z wstrząsem mózgu. Wysiadam cała i zdrowa, a inni klepią mnie po plecach i uśmiechają się mówiąc ‘dobrze jeździsz’.
Oszukując rodziców.
Nie mogę obiecać, że spełnię to, o czym coraz częściej rozmawiamy.
Oszukując Ojca.
On jedyny wie.
Chciałabym porozmawiać z kimś, kto się nie zawaha, nie zlęknie, ma siłę.
(8)
     
|