|

archiwum
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
kontakt
ownlog.com
layout
Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.
|

3 sierpnia 2005 // 1:27
Nie zbłądzisz w drodze, po której Cię wiedzie ręka gwoździem przebita
[Leopold Staff]
kolejne wzniesienie
idę
(5)

9 sierpnia 2005 // 22:54
'Mnie już nic nie zaskoczy' jest najidiotyczniejszym ze zdań, jakie mi kiedyś przyszło na myśl wypowiadać i 2 września wcale nie będzie łatwym dniem, choć wydawał mi się startem dla planu 'nieprzejmowaniasię'. Dopiero się zacznie, a czas pędzi, pędzi, pędzi...
Ogłoszono wyniki konkursu, nie wygrałam, nie żałuję i przyznaje, ze laureaci pokazali kawał dobrej roboty. Za to ostatnio wygrałam cudeńko, które mi zburzyło deklarację 'ja to nie mam szczęścia do takich rzeczy', więc cicho siedzę.
Weekend był ciepły naturalną serdecznością.
Było 'ciiiii' uspokajające zbyt głośny śmiech nocny. Były przepocone szaloną zabawą ciała i 'bezkomentarz' na nasz wypad średnio bezpieczny i ostre branie zakrętów.
W pracy błogosławieństwem jest moje zastępstwo za B.S., kiedy na dole taka burza. Kiedy aż świerzbi, żeby powiedzieć co się o tym wszystkim myśli licząc, ze sprawiedliwość tylko wyszła na chwileczkę. W burym pokoju, z gazetą czytaną w przerwach ukradkiem, rozmawiam z ludźmi zagubionymi, sympatycznymi starając się nie pamiętać tych, którym się należy i którzy 'nie wyjdą do póki tego nie załatwią'.
W domu czeka obiad, mama jakaś inna po tej pielgrzymce i kot, który nareszcie zaczął jeść.
Prezent ślubny musze kupić. Nie mając pieniędzy na koncie ma się tyle pomysłów.
(1)

13 sierpnia 2005 // 0:54
Z wypadu w góry nici, bo dopadło mnie grypsko, więc zamiast pakować śpiwór robię nowy szablon.
żałosne
i zatkany nos
(5)

17 sierpnia 2005 // 21:43
Znów dni zaczęły latać odrzutowcami. Znowu praca, stresy, bo ktoś coś nie tak, bo skończył się tusz w drukarce, psuje się ksero i ktoś nie dostał tego, czego chciał. Słucham tylko o tym i uciekam na górę, do mojego zbawiennego zastępstwa, gdzie cicho i po mojemu.
Półtorej godziny nocnych pogaduch z Międzyzdrojami, bo taniej, bo tęsknię i poryczałam się, że to tylko telefon a mi brakuje obecności takiej do gęsiej skórki. ‘Odbijemy to sobie’…tak odbijemy.
Wypłaty tak dużo, że nie wiadomo jak zorganizować to ‘szaleństwo’.
Siedem tysięcy złotych ciągle jest stanem nieosiągalnym a coraz bardziej potrzebnym. Boże, jak to zrobić? Jak? To nie jest banalny cel, to nie na zabawę, przyjemności – wtedy bym się o te pieniądze nie modliła.
Śni mi się notorycznie, ze ktoś mnie okrada, a ja nie płaczę, że coś straciłam materialnie ryczę, że „ludzie są podli i upadają nisko nisko, a ja w komórce przecież wszystkie namiary mam”.
Empirycznie stwierdzam, że tipsami to mogę jedynie drapać za uchem…
(0)

21 sierpnia 2005 // 23:27
mądrość zgubiona przedwczoraj,
cisza jak uciaprana błotem sukienka
żyć identycznie nie chcę
(11)
     
|