archiwum

2008

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2007

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2006

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2005

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2004

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2003

grudzień

listopad


linki


kontakt


ownlog.com


layout

Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz. Należy również podziękować tej stronie.


8 września 2005 // 22:41

JESTEŚMY I NIE JESTEŚMY ZARAZEM

Ja się trochę gubię, nie w Tobie, nas, sobie - w otoczeniu się gubię, jakby chciało nam narzucić reguły gry, która nie może mieć reguł ustalanych od tak sobie, zbyt długo już trwa bezprzepisowo.

Kaśka mi dziś powiedziała 'Jak mi brakuje Twojego podejścia do życia' - Matko Boska! Ona chyba zwariowała z całą resztą szanujących moją logikę ludzi. Logika jest chyba stanem nieosiągalnym.

Nie mam kalendarza, gubie notatki, zapominam o spotkaniach, przychodzę do pracy nie na tą godzinę co trzeba. Co się ze mną dzieje?!
Zgubiłam telefon i byłam tak wściekła na siebie, na swoja głupotę i na Ciebie, że mi nie wierzysz, że mogłam go zgubić, że dlatego się nie odzywałam.
Robię na rowerze kilkadziesiąt kilometrów dziennie, mam spalone ramiona, nieproporcjonalnie umięśnione łydki i nowe siły, żeby się nie bać bliskiego oddechu.

W czeskiej tv 'porozmawiaj z nią' - po hiszpańsku, sprzęt oddałam do reklamacji i pożyczam książki od byłego wroga nr 1, a potem nie śpię w nocy albo śni mi się, że mam raka - tak samo jak autorka książki.
Śni mi się, że siedzi bardzo głeboko, głeboko pod mięśniem, że czasem mnie kłuje a ja myślę, że z miłości zabolało mnie serce.

Wszystko co ważne staje się tak namacalne, tak bliskie i statecznie ustwione na ziemi. Bajki istnieją - ocieram się o ten świat, przesiąkam złudzeniami, a potem lodowaty prysznic i słowa 'opanuj się, nie warto się angażować w teraźniejszość dziurawą'.

Kiedy stałam na szczycie, zmarznięta choć ciagle jeszcze zdyszana, wiedziałam, że 'nie mam nic, czego Ty nie możesz mieć'.

Nie chcę wiedzieć kim będę jutro. Kim będziemy dla siebie.

Mimo wszystko obciełam włosy, zjadłam paczkę popcornu i nie wyprałam sobie butów. Znów przesunełam się w stronę kiepskiej jakości.

Ja kretyńsko, naiwnie "Mimo wszystko warto..."

(3)



9 września 2005 // 23:06

Klasycznie to spieprzyłeś
cholera!
aż brakło mi słów





i powietrza




[płakać przez Ciebie nie będę]

(13)



17 września 2005 // 19:15

Nieprzyjemnie zimno.
Ciepło daje tylko kupiony sweter i myśl, że już się pogodziliśmy.
Mama się pytała o co nam poszło – myślę, że prawda mocniej by ją zabolała niż mnie – niewiele jej powiedziałam.
Wyciszyłam się bez płaczu, histerii i rzucania przedmiotami.


Boję się przyszłego tygodnia – tego, ze już dłużej nie potrafię ukrywać tego, co narasta między dziewczynami, które ze mną pracują. Ciągle mam nadzieję, ze Ktoś to wszystko widzi, rozliczy nas kiedyś z uczciwości, lojalności, przygryzionych języków, bólów brzucha i łez wypłakanych gdzieś pokątnie.

Grają zupełnie bluesowo – tak mi dobrze… i z nasączonym ‘Light blue’ D&G zapachem mojego świata.

Przyszedł sms. Cieplej

(11)



19 września 2005 // 22:10

'Konsekwentnie spełniasz swoje marzenia' powiedziane z dumą i czułością uświadomiło jak niesamowity czas za mną i ciągle jeszcze przede mną. Rok temu zaczęłam odważnie dążyć to wyznaczonych celów - dziś już mam za sobą tyle zdobytych szczytów.

Taka ogromna radość - dostałam się do Krakowa. Znowu będę mogła studiować! Jeszcze nie wiem jak/czy to pogodzę z pracą, jak dam rade z dojazdami, noclegami i opłatami ale naprawdę wierzę, ze nie jestem z tym wszystkim sama i, że jakoś podołam. Trzymajcie kciuki, módlcie się, bo będę tego potrzebować.

[Dziękuję, że
Ktoś postawił kościół oo. Karmelitów w Krakowie.]

(9)



23 września 2005 // 22:09

"Rannego ułożono na stole. Gdy zastosowano prowizoryczną narkozę, chirurg, w rękawiczkach i w masce, wyciągnął rękę i rzucił sucho:
- Skalpel!
Wykonał podwójne cięcie na krzyż. Kula tkwiła w ranie.
- Szczypce! - rzekł chirurg.
Szczypce chwyciły kulkę rtęci, ale ta zaraz się wyślizgnęła. Chirurg zaklął. Ze złością łapał kulki rtęci, turlające się po całej ranie. Na próżno. Wściekły, rzucił szczypce i próbował chwytać palcami, ale przeszkadzały mu rękawice. Ściągnął je. Kuleczki tymczasem wpadły w głąb rany. Było za mało miejsca, żeby je łowić. Jednym cięciem skalpela poszerzył otwór. Człowiek już dawno nie żył, a chirurg wciąż jeszcze zawzięcie chwytał palcami błyszczące, srebrne krople."*


Cała ja.



Gnieżdżę się dziś ze swoją agresją i ciągle niewybeczanym płaczem.

Szkoda, że wycięcie kogoś ze zdjęcia nie zmniejsza ciężaru niewygody niedopowiedzeń i chłodu.



*('Cztery róże dla Lucienne': Ciężka operacja - Roland Topor)

(2)



25 września 2005 // 22:22

Strasznie się wypiękniłam dziś, chciałam ‘nowa’ gdzieś pojechać daleko. Poszukać innych pytań, zadanych przez ludzi, których nie interesuje nic więcej prócz mojej pracy, studiów i ‘nowego domu’. Chciałam odpocząć od idiotyczności sytuacji, której nie potrafię opowiedzieć. Pomyślałam też, ze dobrze będzie spotkać starych znajomych, podziwiać inny zachód słońca, czuć inne powietrze.
Piękna pogoda. Miło. Tyle.

Nie czuję wolności i spokoju.

Chciałabym, żeby już nie było tak hohonicznie.*



* określenie Puchatka, który zlęknionego Prosiaczka uratował od strasznego ho-ho.

(2)



29 września 2005 // 21:33


Nie jest hohonicznie kiedy wreszcie dociera, że przecież nic się nie dzieje złego.

Nic się dramatycznie nie zmienia – nikt nikogo nie rani. Dzieje się – naturalnie. Choć ode mnie zależy wiele to jednak nie wszystko.


‘Powoli wyprowadzam się z tej zieleni i jedną nogą jestem już w jesieni’
Nastrojem, katarem i słuchaniem holenderskiego radia, które mi nigdy nie przestaje przypominać tamtego deszczu.

Odkrycie roku: idiotycznym jest czekanie na niespodziankę, skoro ma być niespodzianką. Tak jak niemożliwe jest układanie sobie spontanicznych zachowań. Stąd tyle rozczarowań niepotrzebnych.

(5)